Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vinyl. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vinyl. Pokaż wszystkie posty
piątek, 15 grudnia 2017
piątek, 16 grudnia 2016
poniedziałek, 9 czerwca 2014
sobota, 19 kwietnia 2014
poniedziałek, 25 listopada 2013
piątek, 15 listopada 2013
piątek, 28 grudnia 2012
wtorek, 20 listopada 2012
środa, 3 października 2012
wtorek, 25 września 2012
wtorek, 5 czerwca 2012
środa, 30 maja 2012
czwartek, 24 maja 2012
środa, 18 kwietnia 2012
czwartek, 12 kwietnia 2012
poniedziałek, 16 stycznia 2012
Marillion -Real to Reel
To pierwsza oficjalna płyta koncertowa zespołu. Pochodzi z roku 1984, więc powstała jeszcze przed ogromnym sukcesem płyty "Misplaced Childhood". Co nie znaczy, że są tu słabe utwory! O, nie! Poza tym są dwie perełki nigdy wcześniej nie wydane na płytach. "Cinderella Search" -trochę mdłe jęczenie o szukaniu tej jedynej, ukochanej oraz wspaniały "Market Square Heroes" -świetny, rewolucyjny wręcz hymn, który doskonale się nadaje do darcia ryja pod prysznicem, lub do szybkiej jazdy samochodem. Kapitalny, pozytywnie ładujący kawałek. Oprócz tego mamy po dwie piosenki z wcześniejszych albumów. "Assasing" i "Incubus" z "Fugazi" oraz "Forgotten Sons" i "Garden Party" z "Script for the Jester's Tear".
Trochę mało, nie? Raptem 6 utworów... Ale co się dziwić, skoro najkrótszy "Cinderella Search" trwa niecałe sześć minut, a najdłuższy "Forgotten Sons" ponad dziesięć. Całą płytę można słuchać w kółko, ale bardziej lubię stronę B. Jest bardziej energetyczna, żywsza od pierwszej . Posłuchajcie koniecznie, ciekawe, czy też tak pomyślicie!
Trochę mało, nie? Raptem 6 utworów... Ale co się dziwić, skoro najkrótszy "Cinderella Search" trwa niecałe sześć minut, a najdłuższy "Forgotten Sons" ponad dziesięć. Całą płytę można słuchać w kółko, ale bardziej lubię stronę B. Jest bardziej energetyczna, żywsza od pierwszej . Posłuchajcie koniecznie, ciekawe, czy też tak pomyślicie!
wtorek, 10 stycznia 2012
Maxell AE-341 super record cleaner
Taka zabawka w sumie. Nie wiem z którego roku pochodzi ten wynalazek, ale działa bez zarzutu! Kupiłem go na pewnym bardzo popularnym serwisie aukcyjnym za stówkę w stanie niemalże doskonałym, wraz z oryginalnym pudełkiem i instrukcją. Sprzęt wymagał tylko rozkręcenia, czyszczenia i regulacji. Teraz zasuwa, aż miło, co zresztą widać na załączonym filmiku MOJEGO AUTORSTWA. Tak, udało mi się! Pierwszy raz w życiu wstawiłem filmik na youtube. Zajęło mi to dwa dni... Mam nadzieję, że wyjątkowy profesjonalizm i niepowtarzalne ujęcia zrobią na Was niezapomniane, piorunujące wrażenie.
A sama maszynka działa całkiem nieźle. Nie usunie co prawda najdrobniejszego pyłu, który zbierze dobra szczoteczka, ale do czyszczenia tuż przed odtworzeniem płyty nadaje się bardzo dobrze. A sam widok tej kręcącej się elektrycznej zabawki wokół płyty jest niezapomniany!
Poza tym, chciałbym poinformować Was, Drodzy Czytelnicy, że powstał kanał na YouTube w którym będą dodawane wszelkie filmiki i teledyski, które zostały wykorzystane w publikacjach Waszego ulubionego bloga! Aby tam trafić, wystarczy kliknąć TUTAJ.
Poza tym, chciałbym poinformować Was, Drodzy Czytelnicy, że powstał kanał na YouTube w którym będą dodawane wszelkie filmiki i teledyski, które zostały wykorzystane w publikacjach Waszego ulubionego bloga! Aby tam trafić, wystarczy kliknąć TUTAJ.
sobota, 7 stycznia 2012
Klaus Schulze -Dziękuję Poland
Ech, no nie jest to najlepsza płyta w dorobku Pana Schulze... A mówiąc wprost -to jedna z tych gorszych. Dwupłytowy album wydany po koncertach w Polsce w 1983 roku wypada słabiutko chociażby w porównaniu z koncertówką Tangerine Dream, powstałą w tym samym roku. A Klaus w tekście w środku płyty napisał: "Nasi słuchacze byli porwani muzyką i ten entuzjazm naładował do takiego stopnia Rainera Blossa i mnie, że zagraliśmy w Polsce jedne z najlepszych koncertów". Rany, skoro te były najlepsze, to jak brzmiały te gorsze???
"Dziękuję Poland" składa się z dwóch płyt na których są w sumie cztery kompozycje. Po jednej na stronę analoga. Każdy utwór to zapis z koncertu w innym mieście. Tak więc "Katowice" i "Warszawa" są kompletnym nieporozumieniem i brzmią fatalnie. Muzyka jest sztuczna, nienaturalna.
-Hej, w końcu to muzyka elektroniczna, więc nic dziwnego, że sztuczna!! -uniesie się ktoś. No tak, ale Schulze potrafi zaczarować miękkim, medytacyjnie melodyjnym dźwiękiem, a tutaj tego nie ma. Muzyka trąci myszką, brak jej tego pierwiastka ponadczasowości. Po prostu brzydko się zestarzała. To jedna z niewielu pozycji w dyskografii Mistrza, której po prostu nie lubię słuchać.
poniedziałek, 12 grudnia 2011
Tangerine Dream -Poland
Tak więc w 1983 roku zespół przyjechał do Polski, aby zagrać koncert w Warszawie. Podobno było to wielkie wydarzenie, bo artyści zza żelaznej kurtyny pojawiali się w Polsce rzadziej niż niż papier toaletowy w sklepach... A że na dodatek chłopaki tylko wygrywali swoje melodyjki na jakichś tam udziwnionych pianinach, to czerwona władza nie bała się, że nieprzewidzianą piosenką wezwą lud pracujący do strajkowania, czy czegoś podobnego. Zresztą w tym samym roku odbyła się też trasa koncertowa Klausa Schulze, więc chyba ktoś tam z wierchuszki uznał, że to bezpieczny rodzaj muzyki: "-Siedzą, Towarzyszu, słuchają, trochę kiwają się na boki, uśmiechają się nie wiadomo czemu... Żadnego pogo, żadnego noł fiuczer. Głupi, ale za to spokojni, hehe!" -może tak właśnie byli odbierani fani el-muzyki.
A co z tą Polską? Eeee... To znaczy z płytą "Poland".... Mamy tutaj dwupłytowy album z czterema utworami -po jednym na stronę longplaya. Poszczególne utwory dzielą się jeszcze na sekcje (ja wolę je nazywać tematami), które mają osobne nazwy. Najsłynniejszym tematem jest "Warsaw in the sun", który jest częścią "Barbakanu". Gdzie oni ujrzeli słońce w tej szarej polskiej rzeczywistości tamtych lat -nie wiem, ale z muzyki bije mnóstwo pozytywnej energii która błogo rozlewa się po całym ciele. Poza tym bardzo lubię "Horizon". Zwłaszcza drugi temat, który niepokojąco rozpoczyna się dynamiczną syntezatorową melodią i tak toczy się ciągnąc ten temat i przykuwając do siebie uwagę aż do końca płyty.
Album powstał po wspomnianej już na moim blogu "Hyperborei" i mimo, że utyskuję tam na coraz słabszą wartość twórczości Tangerine Dream, to "Poland" zawiera muzykę o wiele od niej ciekawszą, głębszą. Jeszcze nie czuć tu miałkiego pobrzękiwania na klawiszach. Jeszcze czuć ducha starego TD, jeszcze warto posłuchać tej płyty...
niedziela, 27 listopada 2011
Cmentarz dla Vinyli
Jest jedno stoisko na giełdzie szczecińskiej, gdzie od miesięcy stoją pudła z analogami. Rzucone byle jak, część jest na wózku, część stoi po prostu na podłodze. Nikt ich nie pilnuje. Jak zobaczyłem je pierwszy raz to myślałem, że chwyciłem Pana Boga za nogi! Niestety, pobieżne przejrzenie tej sterty uświadomiło mi, że właśnie znalazłem się na Cmentarzysku Vinyli. Bolało. Naprawdę może zaboleć, gdy się patrzy na taką ilość płyt, o których albo ktoś zapomniał, albo celowo włożył do ciemnej i mokrej piwnicy i potrzymał tam kilka (-naście? -dziesiąt?) lat. Okładki są zmurszałe, spuchnięte od wilgoci. Same płyty wyglądają tak, jakby je ktoś mył piaskiem...
A tytuły? Różne, większość to muzyka polska i z krajów Układu Warszawskiego z z lat jego funkcjonowania. Może nie są to jakieś białe kruki, ale mimo to żal serce ściska.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















