Jest jedno stoisko na giełdzie szczecińskiej, gdzie od miesięcy stoją pudła z analogami. Rzucone byle jak, część jest na wózku, część stoi po prostu na podłodze. Nikt ich nie pilnuje. Jak zobaczyłem je pierwszy raz to myślałem, że chwyciłem Pana Boga za nogi! Niestety, pobieżne przejrzenie tej sterty uświadomiło mi, że właśnie znalazłem się na Cmentarzysku Vinyli. Bolało. Naprawdę może zaboleć, gdy się patrzy na taką ilość płyt, o których albo ktoś zapomniał, albo celowo włożył do ciemnej i mokrej piwnicy i potrzymał tam kilka (-naście? -dziesiąt?) lat. Okładki są zmurszałe, spuchnięte od wilgoci. Same płyty wyglądają tak, jakby je ktoś mył piaskiem...
A tytuły? Różne, większość to muzyka polska i z krajów Układu Warszawskiego z z lat jego funkcjonowania. Może nie są to jakieś białe kruki, ale mimo to żal serce ściska.

