Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marillion. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marillion. Pokaż wszystkie posty
piątek, 24 marca 2017
piątek, 25 października 2013
piątek, 15 marca 2013
poniedziałek, 16 stycznia 2012
Marillion -Real to Reel
To pierwsza oficjalna płyta koncertowa zespołu. Pochodzi z roku 1984, więc powstała jeszcze przed ogromnym sukcesem płyty "Misplaced Childhood". Co nie znaczy, że są tu słabe utwory! O, nie! Poza tym są dwie perełki nigdy wcześniej nie wydane na płytach. "Cinderella Search" -trochę mdłe jęczenie o szukaniu tej jedynej, ukochanej oraz wspaniały "Market Square Heroes" -świetny, rewolucyjny wręcz hymn, który doskonale się nadaje do darcia ryja pod prysznicem, lub do szybkiej jazdy samochodem. Kapitalny, pozytywnie ładujący kawałek. Oprócz tego mamy po dwie piosenki z wcześniejszych albumów. "Assasing" i "Incubus" z "Fugazi" oraz "Forgotten Sons" i "Garden Party" z "Script for the Jester's Tear".
Trochę mało, nie? Raptem 6 utworów... Ale co się dziwić, skoro najkrótszy "Cinderella Search" trwa niecałe sześć minut, a najdłuższy "Forgotten Sons" ponad dziesięć. Całą płytę można słuchać w kółko, ale bardziej lubię stronę B. Jest bardziej energetyczna, żywsza od pierwszej . Posłuchajcie koniecznie, ciekawe, czy też tak pomyślicie!
Trochę mało, nie? Raptem 6 utworów... Ale co się dziwić, skoro najkrótszy "Cinderella Search" trwa niecałe sześć minut, a najdłuższy "Forgotten Sons" ponad dziesięć. Całą płytę można słuchać w kółko, ale bardziej lubię stronę B. Jest bardziej energetyczna, żywsza od pierwszej . Posłuchajcie koniecznie, ciekawe, czy też tak pomyślicie!
czwartek, 17 listopada 2011
Marillion -Script for a jester's tear
"So here I am once more in the playground of the broken hearts..." -tak zaczyna się debiutancka płyta Marillion z 1983 roku. Zaczyna się utworem, który towarzyszył mi przy prawie każdym rozstaniu, a tekst piosenki znany na pamięć i pamiętany do dziś kołatał się po głowie przy co smutniejszych chwilach.
Album ma w sobie już magię starego Marillion, mimo trochę chropowatego brzmienia. Ale głos i teksty Fisha zwiastują przyszła karierę. Mamy tu zbiór utworów, które wryły się w moją pamięć lata temu, a emocje z nimi związane odczuwam przy każdym słuchaniu. Są płyty, które nieodwracalnie wiążą się ze mną, są częścią mojego życia. Przemawiają głosem, który rozumiem tylko ja, ponieważ wywołują wspomnienia z samego środka serca. Czasem wesołe, czasem smutne, ale tak osobiste, że pisać o nich nie sposób. A muzyka tłumaczy wszystko. I tak cudownie leczy, pomaga...
Oczywiście najważniejszy tutaj jest tytułowy "Script...", ale niewiele mu ustępuje "He knows you know" mamy też wyśmiewający życie brytyjskiej śmietanki towarzyskiej "Garden party" oraz zamykający, świetny i potężny w swojej antywojennej wymowie "Forgotten sons":
-Halt! Who goes there?
-Death...
-Approach, friend...
środa, 17 sierpnia 2011
Marillion -Misplaced Childhood
Tyle już napisano o tym albumie, że w sumie to chyba niepotrzebnie sam się uzewnętrzniam. Niektórzy uznają go za najlepsze dzieło Marillion (piszę o okresie Fishowym, reszta mnie za bardzo nie interesuje...), na pewno muzyka zupełnie inna niż na późniejszym "Clutching at straws". Zresztą, każda płyta Marillion jest inna.
Był czas, kiedy znałem całą na pamięć. Do dziś potrafię sobie zaśpiewać pod nosem większą część. To chyba moja ulubiona płyta Marillion. Przebojowe "Kayleigh" i "Lavender" to w sumie dopiero przedsmak muzycznych doznań. Cała suita "Bitter suite", "Lords of the backstage", no i finałowe "White feather" prowadzą słuchacza przez płytę jak przez życie. Naprawdę, odnajdziecie tam fragmenty, które doskonale odzwierciedlą wam różne okresy waszego żywota. No, przynajmniej ja tak mam. Może dlatego, że "Misplaced childchood" towarzyszy mi od bardzo długiego czasu, zarówno przy chwilach wesołych, jak i smutnych. Każda piosenka przypomina co czymś innym, a końcówka pozwala na spojrzenie z optymizmem w przyszłość.
There's no childshood end...
niedziela, 26 czerwca 2011
Marillion -Fugazi
Fugazi to druga płyta w dorobku tego zespołu. Jak dla mnie jest to najsłabszy tytuł w dorobku zespołu za czasów Fisha. Oczywiście są utwory, które pamięta się do końca życia, ale z uwagi na fakt, iż wszystkie albumy Marillion są genialne, to ten jest najmniej genialny :-) Mam nadzieję, że rozumiecie, o co mi chodzi.
-Skoro taki słaby, to po co się katujesz? -ktoś zapyta. Ano właśnie, bo są tu utwory, które właśnie dziś (nie wiem czemu) chciałem usłyszeć. Assassing i Jigsaw. To najprawdziwsze perełki z Fugazi. A że nie lubię skakać po piosenkach, to wolałem po prostu posłuchać całej płyty.
Nawet przełożenie analoga na drugą stronę nie sprawia kłopotu. Zresztą, jakiego kłopotu??? Toż to sama przyjemność!!!!!
sobota, 18 czerwca 2011
Marillion -Clutching at straws
Nie ma to jak otworzyć sobie piwo i posłuchać płyty o alkoholowych kłopotach Torch'a. Chwytając się brzytwy -to ostatnia płyta nagrana z Fishem jako wokalistą. Reszty nie znam, "poszedłem" za Fishem, nie interesując się za bardzo dlaszymi losami zespołu, który był (jest?) jednym z tych najważniejszych.
Teksty są tu ogromnie ważne. Ileż to ja godzin spędziłem ślęcząc nad tłumaczeniem, a internetu wtedy nie było! Going under jest pierwszą piosenką której nauczyłem się na pamięć. Potem poszło.... Incomuunicado, Torch song, Just for the record. Nie da się tej płyty słuchać jako osobnych piosenek, to klasyczny concept album.
To jedna z tych płyt, w których jest zawarta część prawdy o życiu, prawdy o tych rzeczach, które stają się jasne i klarowne dopiero po kilku głębszych. A więc, Panie i Panowie....
Slainte mhath!
Subskrybuj:
Posty (Atom)







