Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klaus Schulze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klaus Schulze. Pokaż wszystkie posty
piątek, 24 listopada 2017
piątek, 10 marca 2017
piątek, 22 kwietnia 2016
poniedziałek, 28 września 2015
poniedziałek, 3 marca 2014
wtorek, 9 października 2012
niedziela, 16 września 2012
czwartek, 12 kwietnia 2012
sobota, 7 stycznia 2012
Klaus Schulze -Dziękuję Poland
Ech, no nie jest to najlepsza płyta w dorobku Pana Schulze... A mówiąc wprost -to jedna z tych gorszych. Dwupłytowy album wydany po koncertach w Polsce w 1983 roku wypada słabiutko chociażby w porównaniu z koncertówką Tangerine Dream, powstałą w tym samym roku. A Klaus w tekście w środku płyty napisał: "Nasi słuchacze byli porwani muzyką i ten entuzjazm naładował do takiego stopnia Rainera Blossa i mnie, że zagraliśmy w Polsce jedne z najlepszych koncertów". Rany, skoro te były najlepsze, to jak brzmiały te gorsze???
"Dziękuję Poland" składa się z dwóch płyt na których są w sumie cztery kompozycje. Po jednej na stronę analoga. Każdy utwór to zapis z koncertu w innym mieście. Tak więc "Katowice" i "Warszawa" są kompletnym nieporozumieniem i brzmią fatalnie. Muzyka jest sztuczna, nienaturalna.
-Hej, w końcu to muzyka elektroniczna, więc nic dziwnego, że sztuczna!! -uniesie się ktoś. No tak, ale Schulze potrafi zaczarować miękkim, medytacyjnie melodyjnym dźwiękiem, a tutaj tego nie ma. Muzyka trąci myszką, brak jej tego pierwiastka ponadczasowości. Po prostu brzydko się zestarzała. To jedna z niewielu pozycji w dyskografii Mistrza, której po prostu nie lubię słuchać.
niedziela, 23 października 2011
Klaus Schulze -Are you sequenced?
Tytuł albumu odnosi się oczywiście do Hendrixsowskiego "Are you experienced?" Nie wiem ile ma z nim wspólnego, bo go nie słyszałem :-( Może kiedyś nadrobię braki. Kaseta pochodzi z roku 1997, a źródła podają, że album został wydany w roku 1996. Ciekawe, skąd ta rozbieżność.
A muzyka? Hmm... Czuć tu sterylną fascynację Klausa cyfrowym dźwiękiem. Całość przypomina mi trochę "The Dresden performance". No, może jest tu większa dynamika, muzyka zmienia się tu o wiele szybciej. Dużo tu improwizacji. Cała ta kaseta to jedna wielka improwizacja!
A jak się tego słucha? No, tu mam problem. Z jednej strony jest przestrzennie, szybki rytm elektronicznej perkusji nadaje muzyce dużo dynamiki, ale... No właśnie. Wolę starsze klimaty Klausa, co zresztą już wcześniej pisałem. Analogowe brzmienia bardziej mnie fascynują.
czwartek, 11 sierpnia 2011
Klaus Schulze -La vie electronique 1
La vie electronique jest cyklem dziesięciu albumów z muzyką Klausa. Każdy z nich składa się z trzech płyt CD, co razem daje trzydzieści cedeków. Na każdej płycie jest ponad 70 minut muzyki, więc w sumie jest to ponad 35 godzin nieprzerwanej podróży przez wspaniały świat muzyki elektronicznej! Na razie kupiłem część pierwszą (nie jest to tanie wydawnictwo, 69 zeta za album, żeby kupić wszystko musiałbym wyłożyć prawie 700 zika!). Ale już wiem, że sukcesywnie będę dokupował pozostałe części.
Tutaj poruszamy się po wczesnych latach siedemdziesiątych, są to prawdziwe perełki wczesnej muzyki elektronicznej. Czyli coś, co w el-muzyce lubię najbardziej. A czego we współczesnej zdigitalizowanej scenie elektronicznej chyba już się nie znajdzie. Stara, "analogowa" muzyka elektroniczna ma w sobie więcej ciepła, refleksyjności i ducha niż współczesne w pełni cyfrowe, doskonałe kompozycje. To zresztą też się tyczy płyt samego Mistrza.
Odpoczywam przy takich dźwiękach. Regeneruję się, odżywam na nowo. Trudno się zmusić do pisania czegokolwiek, skoro tak naprawdę chcę tylko rozsiąść się wygodnie i dać się wciągnąć w ten jakże przyjemny wir syntetycznej medytacji. Także przestaję walczyć sam ze sobą i kończę w tym miejscu swój przydługi wywód. Będę wracał do tego świata tylko po to, aby włożyć następną płytę do odtwarzacza...
Odpoczywam przy takich dźwiękach. Regeneruję się, odżywam na nowo. Trudno się zmusić do pisania czegokolwiek, skoro tak naprawdę chcę tylko rozsiąść się wygodnie i dać się wciągnąć w ten jakże przyjemny wir syntetycznej medytacji. Także przestaję walczyć sam ze sobą i kończę w tym miejscu swój przydługi wywód. Będę wracał do tego świata tylko po to, aby włożyć następną płytę do odtwarzacza...
niedziela, 15 maja 2011
Klaus Schulze -The Dresden performance
Żartowniś z tego Klausa! Nagrać dwupłytowy album CD z... pięcioma utworami! I to na dodatek na pierwszej płycie są utwory nieparzyste, a na drugiej parzyste. Więc po każdym kawałku trzeba by przekładać krążki. Ale co to za problem, skoro pierwsze dwa numery trwają ponad 40 minut każdy? A najkrótszy ponad 10...
Płyta gorsza od opisywanego już Timewind, lecz jednocześnie posiadająca swój urok. Rytmicznie jednostajna, trochę medytacyjna, sterylnie cyfrowa. Lubię ją, ale nie wywołuje żadnych emocjonalnych burz i niepokojów. Dobra do uczenia się i do wypełnienia dźwiękami monotonii dnia codziennego.
niedziela, 10 kwietnia 2011
Klaus Schulze -Timewind
Taaaa..... Medytacyjna podróż wgłąb siebie. Dwa utwory, każdy ponad 20 minut, czyli Klaus Schulze w najlepszej formie. Timewind. Uwielbiam tą płytę. Wycisza, relaksuje, odświeża. Pozwala skupić się na sobie, oddzielić się od świata i stworzyć wokół siebie kawałek prywatnej rzeczywistości do której nikt nie ma dostępu. Tam, chociaż na chwilę, można odpocząć i odsunąć od siebie wszystko to, co po prostu wq..wia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)












