Pokaż przykład MUSIC ON THE HEAD: Pink Floyd -in search of the lost chord.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pink Floyd. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pink Floyd. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 października 2011

Pink Floyd -Dark Side Of The Moon

Pink Floyd

   Słuchane po wymianie wkładki. Cała płyta pokazała zupełnie inny wymiar dźwięku. To, co myślałem, że znam prawie że na pamięć pokazało nowe, nieznane oblicze. Pojawiły się wcześniej nie słyszane dźwięki, bas stał się prężniejszy, potężniejszy. Wszystko nabrało nowego blasku, dynamiki. Pamiętacie kuranty zegarów z początku "Time"? Albo monety z "Money"? Uch, naprawdę... Nigdy wcześniej nie słyszałem ich w ten sposób!
   Dodam ciekawostkę. "Dark Side..." mam w dwóch wersjach. Pierwsza, najważniejsza to:


   A druga, to płyta którą kupiłem jakieś 15 lat temu od człowieka z ogłoszenia w Kontakcie. Sprzedawał płyty CD, a że niewiele miał ciekawego, to spytałem się, czy nie ma może winyli. Przyniósł kilkanaście i pomiędzy nimi znalazłem takiego rodzynka:


   Jest to wydanie... Urugwajskie z roku 1974 :-) Trochę się bałem, że to jakiś cover i usłyszę Pink Floyd po hiszpańsku, ale na szczęście okazało się, że to oryginalna muzyka. Dodam, że tytuły utworów też są pisane po hiszpańsku :-) Czad, co nie?

wtorek, 20 września 2011

Pink floyd- Delicate sound of thunder

Pink Floyd

   Nie pytajcie się mnie, kiedy kupiłem tego analoga. Nie pamiętam! Ale było to ładnych kilka(naście) lat temu. Album wydawnictwa MELODIA dawnego ZSRR. Cena: osiem rubli ;-) Dźwięk: płaski i nieprzyjemny. Muzyka przez to dużo straciła. Niestety, płyty Pink Floyd wymagają starannego wydania i dobrego sprzętu do odtwarzania.
   W tym przypadku delikatny odgłos gromu niestety stał się trzeszczącym odgłosem... Mimo, że płyta nie jest zniszczona! Takie tam, radzieckie wydanie.

sobota, 27 sierpnia 2011

Pink Floyd -The piper at the gates of dawn

Pink Floyd

   To pierwszy album tej grupy. W zasadzie jest to dzieło Syda Barreta, ale niech tam będzie, że całego zespołu. W końcu na okładce jest Pink Floyd napisane. Ciekawe, czy Floydzi w ogóle by zaistnieli, gdyby nie było Barreta? Pewnie nie jestem pierwszym, który się nad tym zastanawia.
   A płyta -no cóż, czuć, że to debiut. Czuć, że to początki psychodelii. I, niestety, czuć, że to trochę trąci myszką. Są utwory, które trzymają poziom, ot, chociażby "Astronomy domine" albo Scarecrow". Jest też odpalony w kosmos "Interstellar overdrive", chociaż słuchałem jego z mieszanymi uczuciami. Ciekawa rzecz, ale mimo wszystko czuć tu bardzo te późne lata 60. No, w sumie to z tego okresu pochodzi ta płyta, więc "o co kaman" -jak to mówi moja córuchna. No właśnie o to, że świeżości te utwory straciły dużo i słucha się ich jakby gryząc przedwczorajszy chleb. Niby zdatny do jedzenia, ale to już nie to...

sobota, 21 maja 2011

Pink Floyd -Ummagumma

Pink Floyd

Dziś ma być koniec świata więc cóż może być piękniejszego, niż pożegnanie go wspaniale awangardowo-eksperymentalnym albumem Kamandy Pinka Floyda?
Składa się on z dwóch płyt. "Live Album" to koncertowe wersje ich wcześniejszych kawałków (między innymi kapitalny "Uważaj z tym toporem, Eugenio"), ale prawdziwą wartością jest płyta "Studio Album".
Tam też znajdziecie suitę Sysyphus, oraz kawałek opowiadający o pewnym spotkaniu futrzaków z Piktem. I właśnie ten kawałek jest najlepszym numerem na płycie!
A koniec świata? Chwila, zaraz... Muszę zmienić płytę w cedeku!