Pokaż przykład MUSIC ON THE HEAD -in search of the lost chord.

poniedziałek, 5 września 2011

Nowy Horyzont -No sky is the limit

Nowy Horyzont

   Inaugurując MTSKM włączyłem sobie starą kasetę Nowego Horyzontu. Nawet nie wiem co się dalej działo z tym zespołem. Mam ich kasetę z roku ... cholera wie którego, na okładce nie ma roku wydania. Pani Nożownik twierdzi, że był to rok 1996. Możliwe. 
   Polski, świeży, nowy, raczkujący industrial. Ale mimo to dobrze się tego słucha! Na pewno lepiej niż debiutu Wieloryba, który teraz mnie tylko drażni. Toporne jest to trochę, to prawda, ale wiecie co? Mam to gdzieś. Warto było to włączyć, mimo upływu 15 lat.

PS

   Akcja MTSKM przybiera niespodziewany (przynajmniej przeze mnie) obrót. Zainteresował się nią Graforoman i postanowił ogłosić (nie)pospolite, internetowe ruszenie. Statystyki znowu wystrzeliły w górę!
   Stworzyłem link na Joe Monster, klikajcie na Okejkę, może trafimy na stronę główną. Jeśli ktoś jeszcze planuje zamieścić na swojej stronie informację o MTSKM, to dajcie znać, będę o tym pisał.

niedziela, 4 września 2011

MTSKM -Międzynarodowy Tydzień Słuchania Kaset Magnetofonowych

MTSKM -Międzynarodowy Tydzień Słuchania Kaset Magnetofonowych

   U W A G A ! ! !
   Ogłaszam Międzynarodowy (a co, jak szaleć, to szaleć) Tydzień Słuchania Kaset Magnetofonowych! Zaczynamy o jutra i do Niedzieli katujemy się taśmami. Wygrzebcie swoje dawno zapomniane kasety, znieście ze strychu stary magnetofon i przypomnijcie sobie jak się kiedyś słuchało muzyki! Zróbcie sobie sentymentalną podróż do czasów, gdy przegranie całego albumu od kumpla było szczytem marzeń. Przypomnijcie sobie gdy ślęczeliście przy radioodbiorniku modląc się, aby prowadzący audycję nie wtrącił kilku głupich uwag w środku utworu.
   A co robiliście, gdy waszą ukochaną kasetę wkręciło w środku magnetofonu? Ja prasowałem żelazkiem :-)

sobota, 3 września 2011

R.E.M. -Automatic for the people

Music on the head -REM

   Nie znam się na REM. Tak w ogóle to słyszałem ich dwie płyty. Tą tutaj i "Up", więc punktu odniesienia raczej nie posiadam. Dlaczego więc skusiłem się na ten album? Co mną kierowało, że go kupiłem? Otóż ta piosenka. Everybody hurts. Gdy zaczęli ją nadawać w radio byłem na poważnym zakręcie życiowym, dół totalny, naprawdę. Było ciężko. I wtedy usłyszałem, że każdy czasem cierpi. I nie należy się poddawać. Kurcze, to było dla mnie jak haust świeżego powietrza. Ta płyta bardzo mi pomogła. 
   Jest na tym albumie kilka piosenek które są naprawdę cudownymi utworami. Oprócz wspomnianego "Everybody hurts" jest wspaniały "Try not to breathe", jest też przewspaniały "Sweetness follows" oraz niesamowity "Nightswimming", który jest najwspanialszym utworem na płycie.  Koniecznie przeczytajcie tekst i tłumaczenie chociażby tutaj.
  Po premierze tej płyty wszyscy przestraszyli się, że Micheal Stipe jest chory na AIDS i dlatego nagrał taki refleksyjny album. Na szczęście okazało się to tylko plotką...

piątek, 2 września 2011

Siekiera -Nowa Aleksandria

Music on the head -Siekiera

   Dawno, dawno temu, kiedy to jedyną możliwością usłyszenia czegoś nowego było ślęczenie przy radioodbiorniku i słuchanie, słuchanie i jeszcze raz słuchanie, wtedy to właśnie w Harcerskiej Liście Przebojów pierwszy raz usłyszałem Siekierę. Spodobała mi się nazwa kapeli, a poza tym kawałek wywoływał poczucie niepokoju, zagrożenia, niepewności. Ciarki przeszły mi po plecach. To był "Jest bezpiecznie". Tak zaczęła się moja przygoda z Siekierą.
  Ładnych kilka lat później (a może nawet kilkanaście...) w telewizji ujrzałem teledysk do piosenki, która wydała mi się dziwnie znajoma. Odczekałem do końca, coby na ekranie ujrzeć: Siekiera -Szewc zabija szewca. Takiej dawki nowofalowego absurdu w jednym utworze chyba nigdy wcześniej nie słyszałem!
   Potem od Darka pożyczyłem analoga "Nowej Aleksandrii" i wymiękłem na całego! Kiedy w końcu musiałem oddać vinyla, rzuciłem się w wir szukania albumu na cedeku. Udało się... Ale trochę to trwało. A teraz widzę na półce z wyprzedażą w MM "Nową Aleksandrię" za 10 zika. Aż w sercu coś ściska, że dobra muzyka stoi na takiej półce...

czwartek, 1 września 2011

Kinsky -Copula Mundi

Kinsky

   Byłem na ich koncercie. To był rok bodajże 1993. I zapamiętam to do końca życia, to jak do tej pory najlepszy koncert na jakim byłem! Nie był to zwyczajny wieczór. Publika żywo brała udział w przedstawieniu, na przykład gdy na parkiet wyszedł jeden z członków zespołu grając na saksofonie i ciągnąc na sznurze drugiego, który słaniał się na boki, czasem upadając. Wszyscy rzuciliśmy się na nich, jedni próbowali rozwiązać więzy, a inni jeszcze bardziej je zacisnąć. W rezultacie wszyscy staliśmy się kłębowiskiem ciał ciągniętych na sznurze. Powiewała nad nami czarna flaga, a na koniec każdy został na czole wysmarowany jakąś czarną cieczą. Zostałem ochrzczony na dożywotniego fana tego dziwnego zespołu. Po koncercie Paulus von Kinsky złożył autograf z dedykacją na podsuniętej mu płycie. To właśnie ten egzemplarz, co na zdjęciu.
   Kinsky to zespół, który był największym objawieniem polskiej sceny rockowej lat 90, ich muzyka, teksty śpiewane po polsku, rosyjsku, angielsku i łacinie, to wszystko było czymś niesamowitym! I do dziś tak jest. Ta wściekła mieszanina doom metalu, industrialu i cholera wie czego jeszcze tak głęboko mi wlazła pod czaszkę, że raz na jakiś czas po prostu muszę posłuchać ich muzyki. 
   Chciałem Wam napisać, na jakie utwory warto zwrócić szczególną uwagę, ale tak naprawdę, to płyty trzeba posłuchać od pierwszej do ostatniej sekundy. CD dodatkowo ma jeszcze cztery kawałki, których nie ma na kasecie -to jak darmowa szpryca dla narkomana na głodzie!
   A wszystko zaczęło się od audycji Piotra Kaczkowskiego, gdzie usłyszałem "Światłem ciała jest oko"...